W sumie Puchatka to bardziej od nazwiska niż owego znanego Kubusia, ale w końcu i on zawitał w moje skromne progi. To przód zakładki dla pewnego małego chłopca może mu się spodoba i żeby nie było że tak całkiem się lenię :))
Łączna liczba wyświetleń
niedziela, 30 grudnia 2012
JUŻ PRAWIE KONIEC ROKU
No i gdzie ten rok bo przecież dopiero co był ostatni sylwester a tu po drzwiami już stoi kolejny. Myślę o minionym roku o roku który ma przyjść i cóż ja nie lubię tego żegnania starego i witania nowego roku. Dlaczego nie lubię?? Nie lubię, bo jakby człowiek nie chciał jakby nie próbował się przed tym ukryć to czas podsumowań a ja cho mam długa listę na plus to jednak z siebie zawsze jestem niezadowolona. Zawsze wydaje mi się, że mogłam zrobić więcej, postarać się bardziej, podjąć więcej wyzwań. No tak już mam i dlatego nie cierpię jak zbliża się taki okres kiedy człowiek chcąc nie chcąc robi rozliczenia to łapię jakiś dołek albo i niechęc do samej siebie, że tykle jeszcze miałam zrobić a tu juz koniec roku. Tak ogólnie ostatnimi czasy czas nie jest moim przyjacielem ciągle mi umyka przemyka gdzieś chyłkiem i ciągle notuje opóźnienia.
Zdjęcia już poświąteczne i na choince zaraz w piątek jak tylko do mnie dotarły znalazły się różne cuda od Agnieszki z my creative soul. W piątek miałam dzień ogólnie pechowy obfitujący w wypadki i przypadki ale te cudasie przydasie sprawiły mi ogromną radość. Proszę o takie cuda dostałam
Przykro mi ze nie wstawiłam tutaj żadnych życzeń świątecznych, ale nim
się obejrzałam był już 27 grudnia. W każdym razie wstawię fotki mojej
choinki żebyście nie pomyśleli ze święta mnie ominęły.
Zdjęcia już poświąteczne i na choince zaraz w piątek jak tylko do mnie dotarły znalazły się różne cuda od Agnieszki z my creative soul. W piątek miałam dzień ogólnie pechowy obfitujący w wypadki i przypadki ale te cudasie przydasie sprawiły mi ogromną radość. Proszę o takie cuda dostałam
Oprócz tego co udało mi się uwiecznić na szybko na zdjęciu były jeszcze cudne stempelki z aniołkami, któe musiałam szybko ukryć przed bardzo chętnymi rączkami Miśka.
Na sam koniec pochwalę się jeszcze kolejnym wygranym candy no wiem szczęścia mam co niemiara. Wydało mi się wygrać tutaj u Picotee.
Na życzenia noworoczne czas będzie jeszcze jutro a będą takowe skoro zabrakło tych świątecznych.
wtorek, 18 grudnia 2012
ZA SZYBKO
Nagle czas znowu pędzi mi za szybko. Nagle już pod drzwiami stoją
święta. Nagle rąk mam zbyt mało więc ozdób świątecznych raczej w tym
roku troszkę u mnie mało. Taki ten rok, że skupiłam się na prezentach
na szukaniu, wybieraniu i wyszywaniu. Zdążyłam jednak upiec pierniczki i
dzisiaj moje dzieciaki lukrowały a ja razem z nimi. Bałagan nieziemski
wszędzie polewa, cukrowe perełki, kolorowy maczek i słodka posypka, ale
radość skupienie i przyjemność tego czasu cudna. Zdjęć zrobiłam mało bo
żal było mi się odrywać.
No i dzisiaj zawitał u mnie cudowny gość a raczej dwoje miłych gości. Zaraz Wam ich przestawię tylko powiem jeszcze że są candusiowi od Ewy z by_giraffe
Oto Franuś takie otrzymał imie i sami powiedzcie czy można nie kochać tak słodkiej buźki.
W paczuszce znalazłam też jeszcze niespodziankowego stworka z ogromną ruda grzywa. Majka orzekła, że to nikt inny jak myszolew :)) został nazwany Zyźkiem i napewno obroni mnie przed wszystkim co złe:)))
Zamieszkali sobie więc u mnie na stałe maja imiona i cieszą oko precyzja i sercem jakie zostały włożone w ich powstanie. Ewo dziękuje :)))
poniedziałek, 17 grudnia 2012
WYGRAŁAM
Koniec roku coraz bliżej i zostałam zaatakowana lawiną szczęścia wczoraj wygrałam candy u Malutkiej o tu w Szuflandi Malutkiej ucieszyłam się szalenie, bo było to przemiłym zwieńczeniem weekendu który przechorowałam. Dopadło mnie choróbsko i powaliło nie tylko na kolana, ale po prostu na plecy nie miała siłu ruszyć ani ręka ani nogą nawet paluszkiem. Czas od sobotniego wieczoru do wczorajszego późnego popołudnia mam wycięty z życiorysu. Marnie jest chorować przy dwóch energicznych krasnalach i zapracowanym mężu, ale wczoraj nie było sił i koniec. Jakby wczorajszej radości było mi zbyt mało dzisiaj się okazało, że w moje rączki mają trafić kolejne cudne cukiereczki z takiego ot cudownego miejsca my creative soul Nie uwierzycie ale cieszę się jak małe dziecko. Ciesze się że ktoś obcy gdzieś tam włożył wysiłek i przygotował dla kogoś całkiem obcego coś cudnego od serca. To musi być po prostu boskie uczucie móc sprawić komuś radość co oznacza dla mnie tyle że prędzej czy później, ale jak znam siebie to jednak prędzej i w chatce ogłoszę candy, ale póki co cicho sza :)))
czwartek, 13 grudnia 2012
CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA....
Wczoraj zapachniało w końcu świętami w naszym domu, bo w końcu upiekłam
pierniczki jakoś się po prostu w tym roku nie składało. Zawsze coś
wypadało a nie chciałam tez żeby całkiem robić to bez dzieciaków . Moje
dwa M ochoczo przystąpiły do pracy i przez jakieś 20 minut dzielnie
pomagali wyrabiać ciasto potem wykrawać pierniki. Po 20 minutach uznali
ze jeszcze mają tyle rzeczy do zrobienia, ze czas pierników minął a ja
zostałam przy pracy na jeszcze 2 godziny. Udało mi się strzelić choć
fotki pierników , ale sam proces lukrowania i ozdabiania zostawiłam na
przyszły tydzień, bo to osobna historia, osobny bałagan. To nasze
pierniczki
Wczoraj było też obrazkowo, bo w końcu zmobilizowałam się i zabrałam się za pakowanie w ramki moich obrazków. Oczywiście poprawiając wszystko milion razy i jak znam siebie do świąt zrobię też jeszcze milion poprawek . Zamierzałam wszystko zrobić na gotowo ale udział Miśka sprawił, że jeszcze szybki w ramkach wymagają czyszczenia no i muszę na spokojnie pomierzyć czy obrazek jest odpowiednio ustawiony ale najcięższa praca już za mną. Wieczorami nie byłabym w stanie tego zrobić bo przy sztucznym świetle słabo widać delikatny ślad ołówka na papierze. Pochwale sie póki co tym co udało się zrobić.
Obrazki dla Zuzki
Ciasteczka dla mojego brata
Na ramkę załapały się przy okazji moje gruszki bo jakimś cudem chyba przez zaćmienie kupiłam zbyt małą ramkę na ciasteczka.
niedziela, 9 grudnia 2012
GDZIE TEN CZAS
Umknął mi ostatni tydzień a może nawet więcej niż tydzień nastąpiła kumulacja spraw i małych problemików i nim się ocknęłam to minęły Mikołajki.
W zeszła sobotę Majka się rozchorowała ot tak z marszu dostała temperatury i nawet jeszcze w poniedziałek zatrzymałam ją w domu, ale na szczęście szybciutko wróciła do siebie. Niestety było to jakieś paskudne wiruśisko, bo potem dopadło Miśka tym sposobem ocknęłam się dopiero koło Mikołajek. Na szczęście cosik dla dzieciaków kupiłam wcześniej, bo inaczej cięzko było z tego wybrnąć. Z drugiej strony myślę, że najlepszym prezentem dla moich cudaków był śnieg który ich powitał właśnie 6 grudnia. Naprawdę biegali po nim jak szaleni i ich radość była niesamowita ot cudny widok radujący moje serce.
W międzyczasie dokończyłam ciasteczkowy obrazek dla mojego brata może jutro uda mi się kupić ramkę i pochwalić się efektem końcowym . Ja już dzisiaj wiem jak trudno będzie mi się rozstać z tym obrazkiem, bo włożyłam w niego wyjątkowo dużo serca. Całkiem z marszu w jedno popołudnie powstał obrazek dla miłośniczki kotów, która jest chrzestna Miśka i zapowiedziała swoje odwiedziny w związku z Mikołajkami. Zdjęcia bezlitośnie odsłaniają jego malutkie mankamenty, ale na żywo był uroczy. Zresztą fotki pstrykała jak już prawie goście byli w drzwiach :) Patrze na obrazki jak ostatnio wychodzą z pod mojej igły i widzę, że się rozwijam a to dodaje mi chęci do tworzenia . Nabieram tez odwagi w kwestii dobierania kolorów i poczucia, ze cudnie to mnie wyraża.
Ten post mógłby powstać wczoraj, ale ktoś mi wczoraj sprawił bardzo dużą przykrość. Dowiedziałam się całkiem przez przypadek o oszczerstwach dotyczących mnie, bo tego nie można nazwać inaczej jak szkalowanie mnie. Oj zabolało mocno nawet, bo ja może i jestem duża kobitka ale środeczek mam mięciutki i niestety dosyć łatwo mnie zranić. Przeraził mnie w tym wszystkim ogrom nienawiści wobec mnie i to ze strony osoby której w życiu żadnej krzywdy nie zrobiłam. No cóż teraz robię głęboki oddech i zostawiam to na inny czas w którym pewnie powiem tej osobie co o niej myślę, ale to już inna bajka.
W zeszła sobotę Majka się rozchorowała ot tak z marszu dostała temperatury i nawet jeszcze w poniedziałek zatrzymałam ją w domu, ale na szczęście szybciutko wróciła do siebie. Niestety było to jakieś paskudne wiruśisko, bo potem dopadło Miśka tym sposobem ocknęłam się dopiero koło Mikołajek. Na szczęście cosik dla dzieciaków kupiłam wcześniej, bo inaczej cięzko było z tego wybrnąć. Z drugiej strony myślę, że najlepszym prezentem dla moich cudaków był śnieg który ich powitał właśnie 6 grudnia. Naprawdę biegali po nim jak szaleni i ich radość była niesamowita ot cudny widok radujący moje serce.
W międzyczasie dokończyłam ciasteczkowy obrazek dla mojego brata może jutro uda mi się kupić ramkę i pochwalić się efektem końcowym . Ja już dzisiaj wiem jak trudno będzie mi się rozstać z tym obrazkiem, bo włożyłam w niego wyjątkowo dużo serca. Całkiem z marszu w jedno popołudnie powstał obrazek dla miłośniczki kotów, która jest chrzestna Miśka i zapowiedziała swoje odwiedziny w związku z Mikołajkami. Zdjęcia bezlitośnie odsłaniają jego malutkie mankamenty, ale na żywo był uroczy. Zresztą fotki pstrykała jak już prawie goście byli w drzwiach :) Patrze na obrazki jak ostatnio wychodzą z pod mojej igły i widzę, że się rozwijam a to dodaje mi chęci do tworzenia . Nabieram tez odwagi w kwestii dobierania kolorów i poczucia, ze cudnie to mnie wyraża.
Ten post mógłby powstać wczoraj, ale ktoś mi wczoraj sprawił bardzo dużą przykrość. Dowiedziałam się całkiem przez przypadek o oszczerstwach dotyczących mnie, bo tego nie można nazwać inaczej jak szkalowanie mnie. Oj zabolało mocno nawet, bo ja może i jestem duża kobitka ale środeczek mam mięciutki i niestety dosyć łatwo mnie zranić. Przeraził mnie w tym wszystkim ogrom nienawiści wobec mnie i to ze strony osoby której w życiu żadnej krzywdy nie zrobiłam. No cóż teraz robię głęboki oddech i zostawiam to na inny czas w którym pewnie powiem tej osobie co o niej myślę, ale to już inna bajka.
środa, 28 listopada 2012
CO ZA TYDZIEŃ
Poniedziałek zaczął się przyjemnie potem było troche gorzej bo o zgrozo nowe buty Michała nota bene zimowe zaliczyły wizytę u szewca musiałam wymienić zamek i niby tylko 15 zł, ale kurcze moje 15 z. Wiem, że można reklamować, ale musiałabym jechać do sklepu 25 km w jedną stronę a na dodatek nie wiem w czym synek miałaby chodzić jak tu zapowiadają ochłodzenie. Wtorek był już lepszy zrobiłam rano przebieżkę po blogach które obserwuję i patrze i patrze oczom nie wierze wygrałam candy. Tak właśnie ja wygrałam chociaż nie pamiętam żebym kiedyś coś wygrała a co wygrałam nie wiem, bo candy była z niespodzianką, ale radość moja bezcenna.
Dzisiaj miało być normalnie a tu kolejna niespodzianka, bo zawitał do mnie Mikołaj dostałam śliczny uroczy czarny kombajnik i teraz mogę drukować, kserować i skanować do woli. Ja się naprawdę ciesze i aż jestem ciekawa co też jutro miłego się zdarzy bo reszta tygodnia musi już być miła po prostu musi. Nie mogę sobie przypomnieć kiedy ostatnio spotkał mnie taki maraton miłych niespodzianek i jeszcze jakby mi ktoś do każdej doby dorzucił tak gratis ze 3 godzinki to może wreszcie byłabym zorganizowana i wyspana. No dobra pomarzyć dobra rzecz więc napewno napisze jeszcze jakiś list do św. Mikołaja nie liczę na cud że dostane coś z tych wymarzonych rzeczy, ale tak dam szansę temu facetowi w czerwonym.
Póki co w ramac walki ze stresem który mym wiecznym wrogiem dalej namiętnie wyszywam. Wybrałam obrazek który ma być urodzinowym prezentem dla mojego brata. Obrazek oczywiście słodki tzn. są na nim słodycze bo mój brat je nie tylko uwielbia on jest w stanie pochłonąć każdą ich ilość. Najgorsze w tym to że on mimo wszystko pozostaje wiecznym szczypiorem jest chuderlak a jedno moje tęskne spojrzenie w stronę czekolady i mam 2 cm więcej w biodrach. Obrazek naprawdę mi sie podoba i już czuje jak cięzko będzie mi się z nim rozstać ale jak prezent to porządny budżet ograniczony to zostaje własna praca
o taka
Dzisiaj miało być normalnie a tu kolejna niespodzianka, bo zawitał do mnie Mikołaj dostałam śliczny uroczy czarny kombajnik i teraz mogę drukować, kserować i skanować do woli. Ja się naprawdę ciesze i aż jestem ciekawa co też jutro miłego się zdarzy bo reszta tygodnia musi już być miła po prostu musi. Nie mogę sobie przypomnieć kiedy ostatnio spotkał mnie taki maraton miłych niespodzianek i jeszcze jakby mi ktoś do każdej doby dorzucił tak gratis ze 3 godzinki to może wreszcie byłabym zorganizowana i wyspana. No dobra pomarzyć dobra rzecz więc napewno napisze jeszcze jakiś list do św. Mikołaja nie liczę na cud że dostane coś z tych wymarzonych rzeczy, ale tak dam szansę temu facetowi w czerwonym.
Póki co w ramac walki ze stresem który mym wiecznym wrogiem dalej namiętnie wyszywam. Wybrałam obrazek który ma być urodzinowym prezentem dla mojego brata. Obrazek oczywiście słodki tzn. są na nim słodycze bo mój brat je nie tylko uwielbia on jest w stanie pochłonąć każdą ich ilość. Najgorsze w tym to że on mimo wszystko pozostaje wiecznym szczypiorem jest chuderlak a jedno moje tęskne spojrzenie w stronę czekolady i mam 2 cm więcej w biodrach. Obrazek naprawdę mi sie podoba i już czuje jak cięzko będzie mi się z nim rozstać ale jak prezent to porządny budżet ograniczony to zostaje własna praca
o taka
Subskrybuj:
Posty (Atom)