Łączna liczba wyświetleń

piątek, 15 stycznia 2016

NA CZERWONO



Wróciłam ja więc i czas żeby wróciły moje krzyżyki :-) Dzisiaj będzie na czerwono, bo jakoś uświadomiłam sobie ostatnio, że to jeden z moich ulubionych kolorów więc gdzieś wokół mnie zawsze się pojawia. Za oknem się zdecydowanie ochłodziło więc niech mnie ten kolor rozgrzeje.




sobota, 2 stycznia 2016

POWRÒT

Wracam, wracam, wracam. Postanowiłam wrócić wraz z Nowym Rokiem. Tak naprawdę to nie wiem od czego zacząć tyle się w moim naszym życiu zmieniło. Od lipca 2014 jesteśmy podanymi Her Majesty Queen Elizabeth. Ile było w strachu, o awarii, wątpliwości. Pamiętam jeszcze jak pakowałam w Polsce ostatnie kartony a potem zaczynaliśmy nasze nowe życie tutaj. Teraz z perspektywy czasu trudno uwierzyć jak w sumie bezboleśnie odbył się nasz skok na głęboką wodę. Dzieciaki coraz lepiej mówią po angielsku i jeszcze "parę chwil" i to nie ja będę wsparciem językowym dla nich, ale oni dla mnie. Powolutku polubiłam nasze życie tutaj, mamy przyjaciół, oswoiliśmy rzeczywistość i nauczyliśmy się funkcjonować się w nowym świecie. Mamy za sobą drugie Boże Narodzenie tutaj i oprócz pierogów z kapustą i grzybami zjedliśmy christmas pudding. Dbamy o własne polskie tradycje, ale dalecy jesteśmy od myślenia,  że dobre tylko to co polskie :-) taki kompromis. Wydaje mi się, że idziemy w dobrym kierunku, szanujemy swoje korzenie i tę społeczność w której żyjemy.
Nie wiem czy ktoś jeszcze tu zagląda, ale życzę wszystkim żeby ten Nowy Rok przyniósł Wam pełnię szczęścia i radości :-):-)

niedziela, 23 lutego 2014

4 DNI

Jeszcze tylko cztery dni do wyjazdu i przez 3 tygodnie będzie się napawać tym, że nasza czwórka jest razem, ze nasza rodzina jest razem. Na razie za to walczę z własnymi strachami. Ogólnie większość z nich ma naturę logistyczną torby na mnie patrzą a ja setny raz tak wirtualnie układam w nich wszystko to co mam zabrać, co muszę , powinnam zabrać. Przeżywam ten wyjazd, bo nie widzieliśmy się 4 miesiące, bo to pierwsza tak daleka podróż w moim życiu. No jakoś tak wyszło, że podróże zostały tylko w sferze moich marzeń. Oczywiście żeby nie było ze tak mam wszystko zaplanowane to mój aparat odmówił współpracy tak mi się wydaje że ta jego odmowa ma coś wspólnego z pewnymi małymi rączkami, ale dowodów brak . Wprawdzie jakieś poszlaki są, ale główny podejrzany twierdzi, ze to nie on raczej siostra a może nasz pies. W każdym razie sprzęt robi wrażenie umarniętego na amen tzn. zdjęcia nie ma szans zrobić. Teraz cisza w domu dzieci śpią włączyłam radio i usiłuje myśleć tylko o piątku wiem nawet ile godzin zostało, bo już mam dosyć bycia ciągle sama. Chce mieć z kim porozmawiać o tym co widzę co mnie zachwyca i co wkurza albo pomilczeć. Inne miłe rzeczy też bym mogła czasem ale nie będę pisać o tym bo to sfera do której wyłączny dostęp ma jedna osoba.
Oby do piątku oby oby jak najszybciej :)  Teraz wcinam sobie mango dostałam od brata na urodziny. No tak w piątek przybył mi kolejny rok na karku siwych włosów już sporo nie wiem czy genetyka czy stres ale dzisiaj rozprawiłam się z nimi welatonem o odcieniu mleczna czekolada. Urodziny zawsze zmuszają mnie do stawiania pytań co zrobiłam ze swoim życiem przez ten rok czy jest gdzieś krok do przodu czy do tyłu. Lata temu myślałam, że po trzydziestce to ja już będę mieć wszystko takie poukładane i ustabilizowane a tu za drzwiami znowu jakieś rewolucje, plany, wyzwania. Na razie nie będę o tym myśleć poszwendałam się po różnych blogach i zazdroszczę tego niektórym autorkom, że potrafią tworzyć takie cuda ze oczy mi wyłażą na wierzch, że przestrzeń którą mają wokół siebie wypełniają smakiem i harmonią. Patrze na to wszystko cieszę oczu i myślę jaka się czuje malutka ze swoimi haftami co nie zmienia jednak tego ze plany na różne rzeczy mam pewnie tak na 10 lat wprzód :))
Jeszcze 4 dni tylko tyle i chyba nic poza tym tak naprawdę dziś nie jest ważne.

piątek, 7 lutego 2014

TAKI...

Taki te ostatni post bez sensu że aż zastanawiałam się czy go nie skasować naprawdę zamierzałam pisać w nim o marzeniach a potem jakoś codzienność wygrała a o marzeniach było po łebkach i wyszło na to że ja jakaś materialistka jestem a chyba jednak nie. Marzy mi się wiele rzeczy jak choćby wiosna lubię zimę, ale teraz ta odwilż brr buro i szaro i mokro. Marzy mi się mieć czasem kryształowa kulę co by móc zajrzeć i sprawdzić czy moje życie podąża w dobrym kierunku. Nigdy nie byłam zbyt pewna siebie nie żeby jakoś chorobliwie nieśmiała, ale chyba siły przebicia to jakoś we mnie nie było. Tylko, że nie o tym miałam pisać w ostatnim poście wyszło jakoś tak że jakbym rozsypała kartki z notatnika i na siłę szybko posklejała. Niby tam o mnie a jakieś takie to nie moje. Przyznam się się że teraz moje myśli krążą wokół wyjazdu i za trzy tygodnie będę już na lotnisku w Bydgoszczy. Oczywiście mam milion obaw i różnych takich dziwnych myśli i boje się żeby logistyka mnie nie pokonała od miesiąca układam sobie w głowie jak wszystko spakować, co zabrać a czego nie muszę. Przecież nie będę bzdur opowiadać, że się nie ciesze, bo szaleje z radości nie widzieliśmy się od prawie 4 miesięcy. Marzę więc już o tym żebyśmy byli razem we czwórkę no i ta randka z J też mi się marzy chociaż to chyba nie teraz tzn. bardziej ze względów logistycznych, bo co zrobić z naszymi kochanymi potworami. Marzy mi się jasna, słoneczna kuchnia z dużym stołem a przy nim nasza czwórka. W sumie to mam całe mnóstwo marzeń w tej chwili na szczycie zdecydowanie są te które dotyczą mojej rodziny. Marzenia mam duże i małe i bywa ze takie wielkie jak pokój na świecie i brak głodu. Niektóre trudno rozgraniczyć od chcenia bo chciałabym żeby mniej małych i większych spraw zależało od pieniędzy. Wiem że pieniądze szczęścia nie dają i zgadzam się z tym w 100% ale w życiu zdecydowanie się przydają.

No dobra zmiana tematu jednak bez wyszywania żyć nie mogę więc powstaje coś nowego. Zresztą pokaże wszystko po kolei. Zacznę od tego co miałam dawno wrzucić czyli tego co powędrowało do Kasi w ramach wymianki jej fotki lepsze ale niech zostanie i tutaj jakiś ślad











Wykończyłam też w końcu sówkę którą obiecałam Majce :)







Powstała całkiem prywatna gwiazdka z nieba
No i na sam koniec coś co właśnie powstaje Madame Butterfly, bo od dawna jakoś mnie kusił ten wzór wymyśliłam ja sobie na czerwono bo ja zdecydowanie lubię ten kolor :)


niedziela, 2 lutego 2014

MARZENIA

Z Nowego Roku uciekł mi już jeden miesiąc nie wiem jak nie wiem gdzie w dacie w miejscu na miesiąc pojawiła się dwójka. Czy mam postanowienia?? Jakieś mam mniejsze większe ulegam magii przełomów zmian daty i wierze ze musi się udać. Jak patrzę na swoje postanowienia z przed roku to widzę, że część udało się zrealizować co napawa mnie jakąś dawką optymizmu, że coś się tam da. Ze wszystkich postanowień wybija się zdecydowanie na pierwszy plan żeby nasza rodzina była razem pociąga to za sobą różne decyzje zmiany planów, ale musi się udać. Zresztą ostatnie 8 miesięcy zafundowało mi tyle wyzwań że musi być dobrze i też dzięki temu wierze ze co by nie miało być to damy radę. Wiem pisze enigmatycznie bez konkretów choć w sumie ramowe decyzje zapadły co będzie czas pokaże. Ostatni tydzień nie był miły i złożyło się na to kilka rzeczy
1. zepsuł mi się telefon zażarło mi wszystkie numery telefonów, zdjęcia i filmiki które były w aparcie i choc niewiele tam było jako smutno mi się zrobiło.
2. pewien debil z białego busa stuknął mojego gruchotka i wepchnął mnie w zaspę nawet cham się nie zatrzymał
3. na aucie ślady nie zostały, ale adrenalina była straszna, bo jechałam z Majką i jak pomyślałam, że ten dupek mógł jej zrobić krzywdę to gołymi rękami zrobiłabym mu wiele złego( nie popieram samosądów, ale czułam ze mogłabym go skrzywdzić )
4. stałam w tej zaspie i dopiero 5-ty mijający nas samochód zatrzymał się i kierowca zapytał czy potrzebujemy pomocy i pomógł nam
5. nie wiadomo czy z powodu śniegu czy innego moje auto zaliczyło awarię i jest u mechanika naprawa niestety konkretna pożre 1/3 mojego budżetu na luty.
6. skończyły mi się nici do wyszywania w budżecie dziura a po odwiedzenia pasmanterii doszłam do wniosku ze mieszkam na końcu świata nieomal bo nie mogę kupić  nawet białej Ariadny i jestem zła bo wyszywanie jest moja ucieczką  a teraz wszystko zostało zawieszone

No dobra ale miało być o marzeniach w związku z tym że za niecałe 3 tygodnie mam urodziny to raz jeden chciałabym choć tu napisać co by mnie uszczęśliwiło a czego napewno nie dostanę ale pokazać mogę i wpisać na moją listę kiedyś (czyli kiedyś dostane, kupie sobie itp.)
kolacja z mężem a co tam randka( zobaczymy się już za 25 dni)
cotton ball lights  w kolorach dark red, cream i beige
cudne słoiki butelki
miski zresztą wszystko ze sklepu http://www.malowanebiela.pl/
puszka ( lubię gadżety a jakoś kolor czerwony najbardziej do mnie przemawia) 
tak z 2/3 asortymentu tego sklep no dobra tak 3/4 no może z 90% http://www.aledobre.pl/  albo tego http://bake-shop.pl/
jakakolwiek książka zawsze nie mam co czytać
maszyna do szycia( ehh zawsze są inne wydatki) 
cokolwiek związanego z wyszywaniem niby wszyscy wiedzą że lubię i jakoś nigdy nie dostałam nic
wakacje takie prawdziwe kiedy nie trzeba gotować i sprzątać
Narazie tyle jak coś mi przyjdzie do głowy dorzucę:))

sobota, 28 grudnia 2013

PO ŚWIĘTACH

Chociaż minęły już święta to czas pokazać gotowy haft . Leży gotowy od jakiegoś czasu ale jakoś nie były to moje najlepsze święta i mimo tego że ogólnie wszystko było oki poza choróbskami i totalnym brakiem mojego entuzjazmu z czystym sumieniem mogę je uznać za drugie najgorsze święta w moim życiu. Może gdyby choć spadł jakiś śnieg. No nie pomógłby na pewno na tę paskudną wszechogarniającą tęsknotę, ale może byłoby troszkę bardziej świątecznie.
Zabrakło życzeń świątecznych ale z noworocznymi nie dam ciała.
 Z całego serce w tym Nowym Roku życzę wszystkim wiary, nadziei i miłości. Wiary w siebie, w swoje możliwości, swoje umiejętności. Nadziei, że wszystko co najlepsze jeszcze przed nami a porażka jest tylko wstępem do sukcesu. Miłości do siebie, do innych ludzi i od innych ludzi..

poniedziałek, 16 grudnia 2013

TROCHĘ ŚWIĄT

Znowu mnie długo nie było to już chyba tak musi być ot taka świecka tradycja :) Dałabym sobie rękę uciąć że pisałam coś nie dawniej jak z 2 no 3 tygodnie temu a tu zonk. W sumie cały listopad z jednej strony upłynął pod znakiem nie radze sobie z tęsknotą a z drugiej w radosnym towarzystwie ospowych krostek. Majka przywlekła zarazę z przedszkola i radośnie sprzedała ją bratu niby dobrze że oboje już mają to za sobą ale w którymś momencie moje zmęczenie sięgało zenitu i zdarzało mi się zasnąć na siedząco.
Teraz zaczynam żyć świętami z przymusu , bo jednak dzieciaki są i czekają na święta. We mnie brak w tym roku świątecznej radości owszem upiekłam z dzieciakami pierniki, zrobiłam pierogi i nawet choinkę już ubraliśmy, ale niestety nie spędzimy tych świąt razem. Kurcze gdyby ceny biletów były inne to w końcu świat mały wsiadasz w samolot w Londynie i za 3 godzinki wysiadasz w Bydgoszczy. Nie będę się jednak nad tym już rozwodzić jest jak jest obiecaliśmy sobie że to ostatnie takie święta i że za rok nadrobimy. Narazie nie myślę co będzie za rok za kilka miesięcy oj czekają mnie w życiu rewolucje, ale co ma być to będzie. Mimo braku nastroju spotykają mnie całkiem miłe rzeczy nawet bardzo bardzo miłe. Jakiś czas temu zażartował o wymiance do Kasi z bloga Latte House i od słowa do słowa umówiłyśmy się na takową. W piatek zapukał do mnie pan z poczty z takim cudem oczywiście moje zdjęcia marne a jestem zachwycona urokiem dopracowaniem no mowę mi odebrał. 
Na razie nie pokaże tego co powędrowało do Kasi, bo nie chcę odbierać jej przyjemności z niespodzianki przynajmniej częściowej. Nie obraziłam się na święta tak całkiem do końca i powstały jakieś drobne hafciki tym razem nie krzyżykami ale blackworkiem.


Powstały też dwa obrazki który sprezentowałam urodzinowo jednej cioci wizja kolorystyczna moja własna bo w oryginale szczególnie ten z dżemem i chlebkiem był utrzymany w różach
Powstało też kilka zakładek, ale niestety już dotarły do nowych właścicieli i tylko fotek nie zrobiłam tak że ostatnio funkcjonuje wiecznie z igłą w dłoni, ale pozwala mi to uciec od wielu mysli które mi soac nie dają i odpocząć i oderwać się od wszystkiego.
Pochwalę się też postępami w Salu Bożonarodzeniowym 





niedziela, 27 października 2013

PREZENT

Dzisiaj nie będzie ani haftowo ani kulinarnie dzisiaj się pochwalę prezentem, który dostałam od męża. Prezent mnie zachwycił od pierwszego wejrzenia i po prostu uwielbiam go a raczej je. Pokaże zaraz co to.
Jakoś moim ulubionym został od razu ten kubeczek.

Teraz jak dopada mnie taka tęsknota, że dech odbiera a łzy do oczu ciśnie to robię sobie ciepłą herbatkę, zamykam oczy i po przez góry, doliny i morza pędzę choć w myślach przytulić się do męża.

wtorek, 22 października 2013

SZYBKI MAKARON

Dawno nie było o niczym do jedzenia a ja przecież kocham gotować. Zresztą porywa mnie wszystko związane z kuchnią przyprawy, akcesoria  i nawet obrazki uwielbiam najbardziej wyszywać te z motywami kuchennymi.
Przepis na bardzo szybki makaron
500g makaronu ja najczęściej używam muszelek
0,5 kg pieczarek
1 duża cebula
1 łyżeczka masła
olej
2 topione serki takie długie ( najlepiej ziołowe z mlekovity)
sól pieprz ulubione przyprawy

Pieczarki oczyścić pokroić w plasterki, półplasterki jak kto lub podsmażyć na oleju z dodatkiem masła. Jak tylko puszczą wodę to dorzuć na patelnię cebulę pokrojoną w kostkę, przyprawić czym się lubi  i dusić wszystko aż wyparuje cały płyn a pieczarki z cebulą zaczną się leciutko rumienić. Jak już będą właśnie takie, dolać tyle wody żeby przykryła pieczarki i wrzucić podzielony palcami albo pokrojone w kostkę serki. Sos jest gotowy jak tylko serki się rozpuszczą. Ugotować makaron dodać sos i gotowe. Ja sypię na wierzch zielona pietruszkę, ale nie jest konieczna. W wersji "na bogato" można dodać do sosu podsmażoną pierś z kurczaka albo gotowaną szynkę. Zdjęcia niestety brak, bo moje dzieciaki tak uwielbiają taki makaron, że nim zdążę zrobic fotkę to już nie ma czemu.
Smacznego

TROSZKĘ ZAGINĘŁAM

Znowu wsiąkłam gdzieś w codzienność i bardzo długo mnie nie było no tak wyszło. Wydaje mi się że im dłużej nie pisze tym trudniej przełamać się. Pisać może nie pisałam ale haftować nie przestałam to moja prywatna odskocznia od wszystkiego skupiam się tylko na tym. Z igła w ręku zapominam o całym świeci o nieumytych naczyniach, ubraniach do prasowania, tęsknocie za mężem, bo tak dalej tęsknię. Był teraz w październiku przez całe 6 dni spędziłem fajny czas tylko jakoś ciężej teraz wdrożyć się w swoją wypracowaną tygodniami rutynę. Na dodatek jak mam wybierać to jednak wolałam odliczać dni do przyjazdu ukochanego (wypada tak jeszcze pisać o mężu po 8 latach małżeństwa) niż jak teraz od jego wyjazdu. Miotam się wśród miliona myśli oby olśniło mnie któregoś dnia.

Skończony obrazek dla mamy
O taka sobie zakładka do książki
Ostateczny wygląd metryczki
Powstało też szyjątko w postaci torby na poduszkę i kocyk do przedszkola. Dziwny wymysł urzędników nawet jak dzieci nie śpią w przedszkolu kocyk i poduszka mają być



A teraz powstają sobie o taka sówka
i jeszcze reprodukcja obrazu który mi sie podoba i już





wtorek, 20 sierpnia 2013

GALERYJKA

W związku z tym, że staram się najbardziej uciekać od różnych myśli to zajmuje ręce czym się da.
Najpierw to co już dawno zrobiłam.
Skończone spidermany i dorobione sówki dwie na czarnej kanwi, bo ta na białej jest własnością mojego brata od świąt Bożego Narodzenia

Aniołki w prezencie dla siostrzenicy mojego męża
Potem wykończyłam obrazek, który już parę ładnych lat leżał w mojej szufladzie i podarowałam go mojej babci na 91 urodziny. Babcia nie chciała kwiatków, bo mówi że nie ręki do kwiatków więc dostałam takie nie więdnące kwiatki. Obrazek jeszcze z czasów kiedy nie używałam tak gęstej kanwy jak teraz.
No i na obrazku dla mamy przybyły kolejne 3 motywy


CISZA

Cichutko tu u mnie i z tego powodu zaczęłam się zastanawiać w którym momencie pisanie o sobie zaczęło mi sprawiać trudność. W sumie przez większość życia z mniejszymi i większymi przerwami pisałam dużo listów, dzienniki i co tam jeszcze się dało. Słowo pisanie przychodziło mi łatwo i było moim największym przyjacielem. Zawsze miałam czas żeby zastanowić się co i jak chcę ująć, jak ubrać to w słowa żeby zachowało sens, znaczenie i część mnie samej. Wszystko co pisałam zawsze bezwzględnie było osobiste i szczere. Byłam zdecydowanie ekstrawertyczką z sercem na dłoni no właśnie byłam, bo patrząc teraz na siebie już takiej siebie nie dostrzegam i nie postrzegam już ludzi jako tych istot w których dobro jest zawsze tylko poszukać czasem trzeba. No cóż proza życia wiele weryfikuje i uczy innego patrzenia bywa, że lekcje bardzo bolesne, ale ja nie o tym. Na tę chwile mam poczucie zdecydowanego ochłodzenia mojego entuzjazmu do życia, ale dotyczącego wyłącznie mnie, ale nie mnie jako żony i matki. To nie początki schizofrenii ot po prostu jest taka część mnie całkowicie niezależna i oderwana od wszystkiego trochę jak zapomniana kartka na końcu notatnika i ta część właśnie zbiera jakoś w sobie wszystkie strachy, troski, problemy. Stałam sobie dzisiaj w drzwiach od balkonu patrzyłam na ołowiane chmury i pomyślałam, że się ostatnio czuję jakby jakaś wstrętna zła siła kradła mi marzenia i rozdawała innym spełniając je po drodze żeby bardziej zabolało. Może te myśli to jest efekt jakiegoś zmęczenia samotnym rodzicielstwem przejściowo, ale jednak samotnym. Są takie dni, że wydaje mi się nie mam siły już dźwigać całej odpowiedzialności sama  nawet jak idę spać to czuwam śpię z jednym okiem otwartym, bo chcąc nie chcąc jestem jedynym rodzicem, który jest blisko. Teraz upajam się ciszą taką zwyczajną, kiedy nikt nie piszczy, nie krzyczy, nie skarży i niczego nie potrzebuje właśnie teraz w tej chwili nawet radia nie włączyłam choć lubię posłuchać. Ciągle mam z tyłu głowy wielki strach czy jestem dostatecznie dobrą matką i dobrym człowiekiem żeby w tej chwili nie przenosić na dzieci moich frustracji i strachów. Kurcze czemu życie musi być takie skomplikowane i porąbane.

czwartek, 11 lipca 2013

O WSZYSTKIM PO TROCHU

Znowu na troszkę mnie zniknęło. Niby wieczorami powinnam mieć troszkę czasu ale jakoś nim się obejrzę to już 23 i trzeba spać. Są tez dni ze dopada mnie taka tęsknota bez opamiętania że ledwo udaje mi się jakoś przetrwać dzień, wieczór i zmusić samą siebie do zaśnięcia. Trudno mi czasem uwierzyć, że to już ponad miesiąc zleciał od kiedy mąż wyjechał. Nie mam innego wyjścia jak sobie jakoś radzić. Po drodze minęła druga rocznica śmierci taty i musiałam to przetrawić. Troszkę się zeszło.
No ale nie zamierzam dzisiaj marudzić a że obiecałam fotki no to wrzuca.
To żabki które powstały jeszcze w marcu w prezencie dla mojej przyjaciółki
Wreszcie skończone spidermany zeszło mi się z nimi bo kurcze ciągle brakowało mi odpowiednich czerwonych nici a w "boskiej" pasmanterii u mnie nadal od stycznia dostawy nie było. Po prostu porażka ale co zapytam to oczywiście najpóźniej pod koniec bieżącego miesiąca. Mam nadzieję, że mały właściciel będzie zadowolony :)
Powolutku tez powstaje obrazek dla mojej mamy i tak doszły dwa kolejne motywy. Nie mogę się już doczekać efektu całości.
Wyszyłam też metryczkę dla małej dziewczynki ale z jej wykończeniem muszę poczekać na narodziny malutkiej co by móc uzupełnić niezbędne informacje.

wtorek, 18 czerwca 2013

UDANY DZIEŃ

         Tak rzadko zdarzało mi się ostatnio pomyśleć o mijającym dniu, że był tak zwyczajnie udany. Dziś mam takie poczucie więc chętnie podzielę się własną radością. Po pierwsze przełamałam jeden ze swoich lęków i usiadłam za kierownicą wprawdzie na razie w towarzystwie mojego brata i po prostu objechałam okoliczne wsie, ale dla mnie to sukces, bo ja za kierownicą na drodze publicznej to jest dla mnie wydarzenie. Nikt na mnie nie trąbił, nie uszkodziłam własnego ani żadnego cudzego auta i nawet wyprzedziłam jeden traktor :) Do walki z własnym strachem i ogromnym oporem zmusiła mnie sytuacja. Niestety w awaryjnych przypadkach nawet nie za bardzo byłoby do kogo zadzwonić no chyba że akurat mój brat byłby w domu na dodatek od września Majki przedszkole będzie na drugim końcu miasta i nie ma szans żebym dała radę robić z dzieciakami taką wyprawę dwa razy dziennie. Nie powiem, że pól nocy śniło mi się to jeżdżenie i ledwo dałam rade przełknąć śniadanie, ale dobrze to jakiś krok do przodu. Reszta dnia też nie najgorsza no i w końcu udało mi się sprzedać wózek po Majce i Miśku to było trzecie podejście, ale udało się. Przyjechali mili państwo ja nadawałam jak katarynka o wózku normalnie pomyślałam że jak nie teraz to już go nigdy nie sprzedam a ja naprawdę go lubiłam cena nie była wysoka ale wózek 5-letni no i po dwójce dzieci ale wyprany wypucowany i jest fajnie. 
          O reszcie rzeczy dzisiaj pisać nie będę, bo one już nie takie miłe a ja dzisiaj trzymam się tylko tego, że to był udany dzień i buzia sama mi się śmieje. Muszę jeszcze wstawić fotki moich ostatnich wyszywanek, ale to już przy najbliższej okazji, bo zmęczenie i opuszczający mnie na dzisiaj stres dają mi się mocno we znaki.

sobota, 8 czerwca 2013

POWYCIERAM KURZE.....

Powycieram kurze , otworzę szeroko okno przewietrzę moje skromne progi i znowu tu będę. Co się stało, co się działo że tak dawno mnie nie było i wiele i tak niewiele. Najpierw przytłoczyła mnie codzienność w postaci paskudnej grypy, którą Majka przyniosła z przedszkola. Potem skupiłam się na wyjeździe, który był przed nami strasznie się go bałam na południu nie byliśmy dwa lata, długo.  Tyle było moich strachów, myśli wspomnień, że troszkę w nich utonęłam. Nie wiedziałam jeszcze ile ten wyjazd zmieni w nas i ile w związku z tym my będziemy zmieniać w naszym życiu. Z perspektywy minionego miesiąca widzę, że ten wyjazd uruchomił jakąś lawinę. To, że J poczuł że wraca do domu to spoko w końcu on na południu bardziej u siebie niż ja, ale ja też czułam się tam na właściwym miejscu dało nam to sporo do myślenia. Jeszcze nie wiem czy się uda, ale jak się wszystko nie pokręci doszczętnie i nie skopie jak to w życiu bywa to za rok czeka mnie wielka przeprowadzka. Wielka i daleka, bo jakby nie patrzeć to ponad 500km, ale ja widzę siebie tam oczyma duszy. Dla mnie to niepojęte, niezrozumiałe zresztą nie raz gdzieś w tle rozmowy pojawiała się jakaś myśl, tęsknota a gdyby tam wrócić, ale teraz było jakoś inaczej nim zaczęliśmy rozmawiać o tym otwarcie to każde z nas w głębi serca podjęło już decyzję. No, ale to jak już dopiero za rok a teraz co ... A teraz zostałam od czwartku słomianą wdową. Długo uciekaliśmy przed opcja pracy J za granicą, bo niby coś tam sie pojawiało, ale jak się rozmywało to oddychałam z ulgą, że nie musimy się rozstawać teraz doszliśmy do ściany nie było innej opcji albo inne opcje się wyczerpały jak zwał tak zwał. Smutno mi, tęskno i jakoś tak zimno mimo upału za oknem, bo to nie fizyczne zimno tylko takie poczucie że czegoś, kogoś brak. Mam też inne poczucie z którym średnio sobie radzę, że to ja zawiodłam, że gdybym znalazła pracę to nasza rodzina nie musiałaby być teraz rozdzielona. Trudno mi z tym. Tak jak trudno patrzeć na Miśka jak przeżywa wyjazd taty. Z jakiś niepojętych względów sadziłam, że Majka jako ta starsza bardziej kumta gorzej to odczuje pomyliłam się oj bolało serduszko przy pożegnaniu jak Misiek zaczął płakać i wołał "nie idź tatusiu" i dzisiaj jak zaczął płakać, że tatuś nie wróci bo nie ma auta bo zostało tu. Okropność i nawet wrogom nie życzę.
W każdym razie tyle tytułem tego co u nas i zdecydowanie postaram się żeby nie było tu tak głucho i pusto.

niedziela, 24 marca 2013

WYRÓŻNIENIE

Dostałam wyróżnienie od Kasi z bloga Latte House co było i jest dla mnie przemiłym zaskoczeniem. Powiem Wam, że niesamowicie przyjemnie przeczytać, że ktoś tworzący takie cuda  jak Kasia pisze o moim blogu inspirujący. No a teraz spełniam wymagania związane ze wspominanym wyróżnieniem.






 Siedem rzeczy o mnie

1. Kocham moje cudaki. Dla nich żyje, oddycham, istnieje.
2. Uwielbiam ludzi, uwielbiam ich poznawać, rozmawiać z nimi
3. Zbytnio ulegam miłości do czekolady
4. Od siebie wymagam najwięcej i zawsze uważam że coś mogłam zrobić lepiej
5. Mimo wszystko jestem idealistką
6. Wyszywanie to jest coś co mnie relaksuje i pozwala zrealizować moją potrzebę tworzenia
7. Nie trawię głupoty, chamstwa i obłudy

 Idąc za Kasią postanowiłam nominować pięć blogów które mnie inspirują, zaskakują i pokazują mi świat z nowej, innej strony na totalnie różne sposoby.

Żona swojego szefa
Powrót do tradycji z kozami w tle 
Stare Pianino-Decoupage
Bluszczem oplątane
Szuflandia Malutkiej


poniedziałek, 11 marca 2013

GDZIE WIOSNA?!


      No właśnie gdzie wiosna bo patrze za okno od wczoraj z wielkim niedowierzaniem, że jak to, że co to, że cóż to się dzieje. Potrzebuje już wiosny . Wiosny z ciepłym słonkiem i natura budząca się do życia może wtedy uda mi się przegnać wszystkie moje mroki i cienie. Przez chwilkę już coś tam zapachniało wiosną nawet okna umyłam, bo chciałam jakoś tak przejrzyściej na świat spojrzeć były już nawet u mnie w kuchni pszczoły a na balkonie biedronki a jak jest dziś?? Dziś jest tak

Tak ten śnieg kiedy już marzyło się o rozstaniu z zimowymi butami i ciepłą kurtką jest niezłym orzechem do zgryzienia.Za to moje małe ludki się przynajmniej ucieszyły a jak smakowały im leniwe z masełkiem, cukrem i cynamonem :)) po śniegowych szaleństwach.





Obiecałam jeszcze ostatnio zdjęcia moich wyszywanek, bo jakoś dawno nic nie pokazywałam a cos tam zawsze dłubie.

Zatem oto obrazek powstający na urodziny mojej mamy mam nadzieje ze do maja zdążę.
No i jeszcze spider-many które nie mogą zostać skończone bo nie ma w pasmanterii odpowiednich nici. Wściekam się z tego powodu, bo nie lubię robi zaległości sobie a one są częścią miłej barterowej wymianki :)) No, ale czerwień która w domku mi zalega jest zbyt jasna i wiem ze efekt końcowy by mnie nie zadowalał.

wtorek, 5 marca 2013

OBRAŻONA

Na co obrażona ?? Na siebie obrażona, bo jakoś ostatnio wkurzam samą siebie taka jakaś się zrobiłam rozmazana, rozmemłana zamiast wziąć się w garść i stawić czoło wszystkiemu to ja mam ochotę schować się z głowa pod jakimś kocem i przeczekać wszystkie trudne dni. Skąd trudne, bo jakaś kumulacja.
Po pierwsze, bo urodziny kolejne były no już 2 tygodnie temu, ale ja nie lubię urodzin nie żebym się martwiła, że się starzeje, że zmarszczki, że siwe włosy, ale nie lubię. Nie lubię tak jak Nowego Roku, bo się zaczynam rozliczać sama ze sobą i głupi mój charakter, bo zdecydowanie się rozliczam z klęsk i porażek a mało z sukcesów. Za każdym razem, każdego roku muszę przegryźć to, że sama nie spełniam moich własnych oczekiwań względem siebie. Nic nie poradzę, że jestem swoim najsurowszym krytykiem a wad nie brakuje choć owszem i z zalet coś by się znalazło choć pewnie tych się tak drobiazgowo nie doszukuje.
Po drugie, bo zaczynam się rozglądać się za pracą mus jest i tyle od 5 lat żyjemy z jednej pensji i już ledwie zipiemy. Nie tęsknię za pracą zawodową może to wina nie najlepszych doświadczeń z pracodawcami a może kwestia tego, że nie znalazłam takiej pracy która by mnie napędzała. W każdym razie ekonomia górą i muszę znaleźć coś. Robiłam już w życiu różne rzeczy więc jakieś zdolności adaptacyjne posiadam jednak nie wiem co przyniesie życie i co uda mi się wydrzeć czas pokaże.
Po trzecie Majki zerówka. Dlaczego tak trudno wszystkim zrozumieć, że ja podejmując decyzje o tym gdzie Majka ma chodzić w wrześniu myślę tylko o niej. Pisze to i kurcze przecież to tak oczywiste, że chodzi o nią o jej poczucie bezpieczeństwa, jej emocje a nie o moją wygodę więc obrażam się na brak zrozumienia.
Po czwarte na własną naiwność, że raz jeden posprzątam i będzie czysto dłużej niż 5 minut a ja wreszcie będę spokojnie mogła pogadać z koleżankami z BB, na spokojnie napisać maila do przyjaciółki, coś wyszyć, coś uszyć.
Po piąte na wszystko co mi nie wychodzi na wszystko co mnie denerwuje i czego zmienić nie mogę.


P.S. Żeby nie było że jak mnie nie ma to tylko się lenię to jutro wrzucę fotki co tam rodzi mi się teraz pod igłą.

czwartek, 14 lutego 2013

WYMIANKA W KROPKI


Czekałam na ten dzień żeby się pochwalić cudami jakie do mnie dotarły w wymiance w kropki zorganizowanej przez Malutką. Moja parą była Karolina z bloga handmade koraliczki. No muszę się pochwalić co dostałam, muszę, bo już dobre parę dni korciło mnie żeby się pochwalić, ale dopiero dziś mogę to uczynić więc chwale się.

Musze tez koniecznie pokazać z bliska kolczyki a swoja drogą już od jakiegoś czasu marzyły mi się takie słodkie cudka.


i jeszcze z bliska pokaże śliczne bransoletki a ta z wisienkami no jakoś tak wyszło że doliczyłam się czterech wisienek i jest taka moja jak nasza czwórka.

Karolinko wszystko cudne widać z sercem dziękuje bardzo :)) Malutka dla Ciebie tez wielkie dzięki za zorganizowanie cudnej wymianki :))

Na koniec zostawiłam jeszcze tylko jedno małe zdjątko tego co ja sprezentowałam Karolinie.